Tekst a znaczenie prawa, albo co znaczy omnia sunt interpretanda
Uchylając drzwi do mojego warsztatu pracy nieco szerzej, chciałbym poruszyć kolejną doniosłą kwestię o charakterze ogólnym, która ma jednak niezwykle konkretne skutki praktyczne.
Litera ustawy to jeszcze nie prawo
Zarówno nauka prawa, jak i Sąd Najwyższy który co najmniej kilka razy zastosował tę regułę i wskazał taki kierunek na przyszłość – przypominają o obowiązywaniu zasady omnia sunt interpretanda – z łaciny: „wszystko podlega wykładni”. Pomijając w tym miejscu obszerne wywody teoretyczne, sprowadza się to do jednego: sama litera ustawy to jeszcze nie jest prawo. Tekst ustawy staje się faktycznie „prawem” dopiero po przeprowadzeniu jego pełnej wykładni. I choć z akademickiego punktu widzenia ta kwestia nadal bywa dyskutowana i nie jest ostatecznie wyjaśniona, to jej praktyczne skutki w konkretnych sprawach mogą oznaczać uzyskanie lub utratę setek tysięcy, a nawet milionów złotych
Jeszcze jako aplikant w sprawie oczywiście przegranej (sprawa o drugą połowę kary umownej – pierwsza zasądzona prawomocnym wyrokiem, czyli sąd był związanych powagą rzeczy osądzonej) przekonałem ostatecznie sąd I instancji, że żądanie jest przedawnione. Początkowo sąd ten w ogóle nie rozumiał mojego stanowiska (bo było przecież zawezwanie do próby ugodowej wykluczające przedawnienie). Ostatecznie pozew oddaliły sądy obu instancji (niestety orzeczenia nie są publicznie dostępne). Z przyjemnością wspominam tę sprawę bowiem moja Patronka (Pani Mecenas pod której okiem uczyłem się zawodu), usiadła podczas rozprawy na widowni i obserwowała moje działania nie widząc konieczności własnej ingerencji.
W innej sprawie z kolei sporządzona przez mnie skarga kasacyjna doprowadziła do tego, że Sąd Najwyższy przekonany do określonej wykładni przepisów postępowania (która nie była jedyną), w sprawie o podział majątku wspólnego wskazał, że żona nie musiała zwracać swojemu byłemu wysokiej kwoty. Przyznanie racji mojej argumentacji spowodowało stwierdzenie, że przeciwnikowi może i pieniądze by się należały, ale nie dostrzegł niuansu w przepisach procedury cywilnej i dokonał czynności po terminie – przez co jego żądanie nie mogło zostać uwzględnione (zapadłe w tej sprawie orzeczenie Sądu Najwyższego jest publicznie dostępne na stronie Sądu Najwyższego – sygn. II CSKP 67/22 ).
W kolejnych wpisach zbliżę się już bardziej do praktyki w temacie opinii biegłych, kiedy to często rola sądu jest wtórna względem faktycznego rozstrzygnięcia sprawy wynikającego z opinii biegłego. Jest to pracochłonne, ale możliwe, aby podważyć opinię biegłego w stopniu zmuszającym sąd do zasięgnięcia opinii innego biegłego. Jest to doniosłe choćby w sprawach budowlanych, które często de facto rozstrzygają biegli w opiniach o różnej jakości.
